Tej pięknej zimy już po raz trzeci zmorzyła mnie grypa. Pogoda niestety nie sprzyja odporności. Dodatkowo pierwszego kwietnia, kiedy to wiosna powinna zagościć na dobre, za oknem zobaczyłam taki obrazek (zdjęcie pierwsze) zmobilizowałam w sobie wszystkie siły, żeby rozwiązać różne zagwozdki w projekcie nr 4 (sukienka z Burdy 1/2013) i dokończyć ją mimo wielkiego "niechcieja". Stwierdziłam, że jest szansa ją założyć skoro zima tak długo się utrzymuje :)
Na pierwszy rzut oka widać, że sukienka, jest "kocowata" :). Nie szyło się jej łatwo... Dla mnie opisy w Burdzie ciągle są jeszcze bardzo mgliste. Największą trudność sprawiła mi pliska z przodu i zgranie jej z kieszeniami. Podczas szycia przekonałam się, że w takich elementach jak pliska naprawdę trzeba dokładnie przerysować sobie z wykroju linie szycia, bo inaczej jest bardzo łatwo o antysymetrię.
Model po uszyciu jest dosyć wygodny i w zasadzie nie krępuje ruchów. Mimo, że zastosowałam flausz, który jest dosyć grubym i mało elastycznym materiałem. Na pewno, gdybym użyła Buckle tak jak proponowała Burda, uniknęłabym problemu ze sterczącym kołnierzykiem :)
Poniżej sukienka pod lupą :)
| Kołnierzyk z przodu |
| Kołnierzyk z tyłu |
| Plisa i jej symetria :) |
| Kieszeń, mankiet i guziczki własnoręcznie obciągane :) |
| Tył |
A na koniec jeszcze przedstawiam artystyczne podejście do sukienki :)

