Materiał kojarzy się z okresem II wojny światowej, kiedy to - nazwijmy ją Józia - była łączniczką w AK. Fason jej sukienki to szmizjerka, dół z połowy koła, do pasa zapięcie na guziki, bo zapewne zamek metalowy błyskawiczny znany, nota bene, od 1896 roku nie licował jeszcze wtedy z delikatną tkaniną ozdobioną równie delikatną łączką kwiecia.
Urzeczona zgaszonymi kolorami sepii, ukraszonej elementami w kolorze turkusu, postanawiam nabyć tkaninę i uszyć z niej coś, co przypominałoby lata 50. Wykrój znalazłam w książce "Sewing Vintage Modern". Sukienka według projektu nazwanego "Elizabeth Gathered Waist Dress".
Jak widać, kapelutek z SH był mocno eksploatowany w tym sezonie. Dzień, kiedy zostało zrobione zdjęcie, był bardzo gorący, było też jezioro, a stroju kąpielowego brak. I wtedy, kiedy zrealizowałam swój plan, żeby zanurzyć się w jeziorze jakem stała, przekonałam się, że materiał farbuje (ofiarą była równie nowa halka ze zdjęcia poniżej). Od tamtej pory mam postanowienie, żeby dekatyzować materiały i traktować je octem w razie konieczności, żeby mi już żadna śliczna halka nie zszarzała!
Po jakimś czasie od debiutu sukienki odkryłam, że ktoś użył tkaniny, żeby uszyć sukieneczki dla małych dziewczynek, które następnie wylądowały w koszu z przeceną w centrum chińskim w Wólce Kossowskiej. Trochę osłabiło to mój entuzjazm do sukienki, chociaż nadal ją zakładam, bo materiał jest idealny na upały.
Przyjrzyjmy się jej bliżej:
![]() |
| W całości |
![]() |
| Ze słodkimi kolczykami |
![]() |
| Testowałam na niej 3-nitkowy ścieg rolujący w overlocku i już tak zostało. |
Coming soon. Under translation...




